elbląska gazeta internetowa
10 września 2010, Eligii, Irmy, Łukasza
Marion Grafin Dönhoff
onEl.pl > Artykuły > Elbląskie historie, dodano dnia: 24 grudnia 2009
Gdyby żyła, w grudniu skończyłaby 100 lat. Mówiono o niej, że jest najbardziej wpływową kobietą w Niemczech, pierwszą damą niemieckiego dziennikarstwa. Hrabina Marion von Dönhoff.Jej długie, ponad 90-letnie życie tragiczne było tak, jak tragiczny był XX wiek. Po szczęśliwym dzieciństwie i młodości spędzonej w rodzinnych Prusach Wschodnich przyszła wojna, która zabrała jej najbliższych. Wśród nich byli spiskowcy przeciw Hitlerowi, wymordowani po nieudanym zamachu na dyktatora w lipcu 1944 roku. Zimą 1945 roku organizowała ewakuację ludności cywilnej z okolic Pasłęka. Sama, konno przez siedem tygodni wędrowała na zachód Niemiec. Miała wtedy 35 lat. Po wojnie została dziennikarką. Jej dziennikarska i pisarska twórczość obejmuje trzy tematy: opór przeciw Hitlerowi, krytykę szalejącego kapitalizmu i pojednanie z Polską. Pojednanie oparte na wielkiej miłości do krainy dzieciństwa – Prus Wschodnich.
***
Hrabina Marion von Dönhoff urodziła się 2 grudnia 1909 roku, w rodzinnym pałacu Friedrichstein niedaleko Królewca (dziś Obwód Kaliningradzki). Była „contessą” – córką właścicieli wielkiego majątku ziemskiego. Studiowała ekonomię polityczną we Frankfurcie i Bazylei, gdzie obroniła doktorat, pisząc o historii wielkich rodów pruskich. Zdobyta wiedza przydała się później w pracy dziennikarskiej i przy pisaniu dwóch najsłynniejszych jej książek: „Dzieciństwo w Prusach Wschodnich” i „Nazwy, których nikt już nie wymienia”. Książki te są poruszającym obrazem świata i kultury, które po II wojnie światowej przestały istnieć. Jego zagładę Marion Donhoff przewidywała zaraz po dojściu Hitlera do władzy. Jeszcze jako uczennica ostatniej klasy gimnazjum miała okazję spotkać go w Berlinie. Wydał jej się przerażający, a jego argumenty szaleńcze: „To spotkanie przesądziło o moim nastawieniu do końca życia (...). Ojczyzna przestała dla mnie istnieć, odkąd pojawił się Hitler” – pisała . Z przerażeniem przyglądała się przygotowa
niom do wojny – będąc pewną, że na jej skutek Prusy Wschodnie zostaną Niemcom na zawsze zabrane.
***
Hrabina Marion von Dönhoff - to postać tragiczna. Wyrosła i wychowała się w Prusach Wschodnich, których kultura ślepego posłuszeństwa i skostniałego konserwatyzmu były podwaliną pod niemiecki faszyzm. Jej najbliżsi byli ślepymi wielbicielami Hitlera. Sama jednak nie uległa temu amokowi i włączyła się w ruch oporu przeciw Hitlerowi. Przyjaźniła się lub znała wszystkich spiskowców: Stauffenberga, von Tresckow, von Gersdorffa, a najlepiej – swojego kuzyna Heinricha von Lehndorffa. Wiele razy pośredniczyła w kontaktach między nimi – świadcząc usługi kurierskie do Szwajcarii. Wiedziała, że coś jest planowane, ale nie wiedziała kiedy, jak i gdzie. Czterdzieści lat później powiedziała w wywiadzie: „Sama strzeliłabym niechętnie. Ale zawsze powtarzałam: tego typa trzeba oczywiście zabić. Nie wiem, czy nie zrobiłabym tego sama, gdyby wydarzenia potoczyły się inaczej...”. Przeżyła, ponieważ jej nazwisko nie znajdowało się na żadnej liście.
***
Pół roku po zamachu Stauffenberga na Hitlera, do Prus Wschodnich weszli Rosjanie. Hrabina, która przez cała wojnę zarządzała wielkim majątkiem Donhoffów, sprawnie zorganizowała ucieczkę swoich ludzi z obu majątków: w Friedrichstein niedaleko Królewca i z Kwitajn, w okolicy Pasłęka. Sama 21 stycznia 1945 roku przy 20 stopniach poniżej zera wsiadła na swojego ukochanego konia i przez 7 tygodni wędrowała na Zachód. Dramat konnej ucieczki z Prus opisała w książce w przetłumaczonej również na język polski książce „Nazwy, których nikt już nie wymieni”.
Po wojnie została dziennikarką i publicystką w tygodniku „Die Zeit”, w którym ukazało się ponad 2000 jej artykułów. Wywarła nimi wielki wpływ na dzisiejszy obraz Niemiec, stosunek do przeszłości, pamięć o niemieckim ruchu oporu wobec Hitlera i pojednanie z Polską i Rosją. Jeszcze pod koniec lat 50-tych pisała: „Nikt, kto pochodzi ze Wschodu, nie zrezygnuje z ziemi”. Ale potem jej nastawienie zmieniło się. W 1970 roku stwierdziła bez ogródek: „Nikt już dzisiaj nie może mieć nadziei, że utracone tereny wrócą do Niemiec”. Z zapałem zaangażowała się w uznanie przez Niemcy granicy z Polską na Odrze i Nysie. Marion Donhoff zmarła w wieku 92 lat. Dziś jej imię noszą szkoły na polskich Mazurach.
autor: Juliusz Marek
wyświetl do wydruku
wyświetl do wydruku
Możliwość dodania komenatrza do artykułu wymaga zalogowania się do serwisu;
Jeżeli nie masz jeszcze konta użytkownika zapraszamy do formularza rejestrującego
Jeżeli nie masz jeszcze konta użytkownika zapraszamy do formularza rejestrującego
Komentowane artykuły
Brak komentowanych artykułów.
Brak komentowanych artykułów.



